Co ma Pantone do talerza? Kolor, design i smak w jednym kadrze

Czy kolor może mieć smak? W Quchni Artystycznej okazało się, że tak. Bo czasem inspiracja do rozmowy o designie i druku przychodzi nie z biura projektowego, lecz z talerza.

Lunch w Quchni Artystycznej stał się początkiem mojej refleksji o tym, jak przenikają się światy jedzenia, designu i poligrafii. Dla mnie jedzenie nigdy nie jest tylko posiłkiem – to całość doświadczenia. Od wyboru miejsca (a mam gust eklektyczny: od przydrożnego baru na końcu świata po fine dining), przez wybór dań, aż po tę chwilę po posiłku, gdy chłoniemy atmosferę i dziękujemy obsłudze.

Tym razem jednak to nie menu przykuło moją uwagę, lecz… zastawa. Proste talerze z kolorowymi rantami oznaczonymi numerami Pantone. Minimalizm w formie, a jednocześnie majstersztyk w przekazie – połączenie kulinarnego doświadczenia z językiem projektowania.

Pantone na porcelanie

Dla osób związanych z poligrafią to niemal święty symbol. Pantone to nie tylko skala kolorów – to język porozumienia pomiędzy projektantem a drukarnią, gwarancja, że czerwony na etykiecie soku będzie tym samym czerwonym, o jakim myślał art director.

System Pantone Matching System (PMS), opracowany przez amerykańską firmę Pantone, stał się globalnym standardem. Każdy odcień ma swój numer, a także oznaczenia dodatkowe, np. fluorescencję czy metaliczność. W świecie druku Pantone jest tym, czym był pręt z Sèvres w świecie miar – wzorcem, do którego wszyscy się odnoszą.

Zobaczyć numer Pantone na talerzu – to jak spotkać w restauracji własne narzędzie pracy. Nic dziwnego, że moja towarzyszka, spoza branży, dostała wtedy miniwykład o poligrafii i kolorach. A ja zrozumiałam, jak niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, ile wiedzy i precyzji kryje się za każdym dobrze wydrukowanym kolorem.

Od talerza do drukarni

Drukarnia to nie tylko miejsce, w którym powstają etykiety czy opakowania. To przestrzeń, w której idee zamieniają się w realne, namacalne formy. To tu koncepcje dyrektorów kreatywnych, grafików i strategów marki spotykają się z rzemiosłem technologów, doradców klienta i drukarzy. To właśnie oni – ludzie druku – decydują, jakiego użyć surowca, jak połączyć technologię z budżetem, jak osiągnąć idealne nasycenie barw czy połysk lakieru. W tym świecie nie ma miejsca na przypadek. Są spektrofotometry, mikroskopy, laboratoria farbowe i precyzja większa niż w kuchni molekularnej. A wszystko po to, by etykieta wyglądała dokładnie tak, jak zaplanował projektant.

Kiedy więc następnym razem zobaczysz w restauracji talerz z kolorowym rantem – pomyśl, że to coś więcej niż dekoracja. To mały hołd dla ludzi, którzy pracują z kolorem na co dzień. Tak jak kucharze dobierają składniki, tak drukarze dobierają barwy. Obie grupy łączy ta sama pasja – dokładność, estetyka i pragnienie perfekcji.

Dobra drukarnia, podobnie jak dobra restauracja, nie istnieje bez zaufania. To partner, który nie tylko realizuje wizję, ale potrafi ją ulepszyć. Kiedy wszystko się spina – i w kuchni, i w drukarni – efekt zawsze jest satysfakcjonujący.

 

Autor artykułu

Edyta Gomułka-Skiba

Marketing Manager w LabelStore industrial solutions w Warszawie. Doświadczenie zdobyła kooperując m.in z firmami produkcyjnymi oraz koncernami spożywczymi. Współpraca z firmami spożywczymi ceniącymi ekologiczne podejście oraz wytwórcami kraftowymi stała się krokiem w stronę poszukiwań w kierunku zrównoważonego rozwoju. Drukarnia LabelStore drukuje etykiety, które sprzedają, a równocześnie filozofia firmy jest ukierunkowana w stronę poszukiwania rozwiązań ograniczających wpływ na środowisko. Absolwentka Akademii Muzyczne we Wrocławiu - jedzenia traktuje jak przeżycie angażujące wszystkie zmysły: wzrok, słuch, smak, węch i dotyk. Odpoczywa podróżując, odkrywając rewersy turystycznych destynacji w poszukiwaniu autentycznych ludzi i miejsc.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna jest chroniona przez reCAPTCHA i Google Politykę Prywatności oraz obowiązują Warunki Korzystania z Usługi.