Wprowadzenie nowego produktu na rynek FMCG jest niezwykle złożoną i absorbującą „sztuką”, której odpowiednie opanowanie pozwala producentom dóbr realizować zakładane cele przedsiębiorstwa – w skrócie: zarabiać. Proces ten wymaga zaangażowania niemalże każdego działu w firmie – od marketingu, przez przedstawicieli handlowych, aż po logistyków. A na czym on właściwie polega? O tym poniżej!
Jednym z pierwszych pytań, na jakie powinniśmy sobie odpowiedzieć, zastanawiając się nad nowym produktem, jest fakt, dlaczego to robimy – jaki cel ma dane wprowadzenie z perspektywy samej firmy. Zależy nam na stworzeniu nowej kategorii produktowej, rozszerzeniu segmentu, a może chcemy po prostu odpowiedzieć na działanie konkurencji?
Byśmy mogli jednak właściwie sprecyzować cel, potrzebny nam jest produkt, i to dobry produkt. Przenieśmy się zatem do świata marketingu…
Krok I: analiza i wybór produktu
Proces wprowadzenia nowości na rynek zaczyna się od pogłębionej analizy. Bierzemy pod uwagę szereg danych, które pozwolą nam podjąć decyzję o nowym produkcie. Jakich?
Otóż na początku naszej analitycznej przygody powinniśmy wziąć pod uwagę pojemność i potencjał rynku, na którym chcemy działać – czy wykazuje on tendencje wzrostowe, jacy gracze się na nim znajdują oraz jakie dostrzegamy bariery wejścia (przydatna może być analiza Portera, dane Nielsen, GFK i wiele innych).
Kolejnym bardzo istotnym elementem jest baczne przyglądanie się wszystkim trendom, które aktualnie występują na rynku. Ma to kluczowe znaczenie, ponieważ umożliwia nam dopasowanie nowości do istniejących zjawisk i tendencji, a tych w dzisiejszym świecie nie brakuje i konsument zwraca na nie uwagę – mowa np. o trendzie convenience, zdrowotnym, ekologicznym czy wszelkich działaniach marek na rzecz planety.
W końcu sam wybór produktu, jego smak, gramatura czy opakowanie powinny wynikać nie tylko z analizy rynku, ale też z odpowiedzi na pytania: czego nasz konsument potrzebuje czy w jakich sytuacjach życiowych będzie go spożywać (podejście behawioralne).
Krok II: design produktu
Gdy już wybierzemy – naszym zdaniem – najodpowiedniejszy produkt, rozpoczynamy intensywne prace nad jego designem. Co jak co, ale to właśnie opakowanie pozwoli nam przyciągnąć wzrok nabywców w punkcie sprzedaży detalicznej, dlatego też poświęcamy sporo czasu na dopracowanie kwestii wizualnych. Na tym etapie z reguły możemy już posiłkować się badaniami konsumenckimi (np. grupy focusowe, badania eyetrackingowe), które „wspierają” nas przy wyborze odpowiedniej etykiety.
W międzyczasie działy marketingu i R&D pracują nad recepturą produktu i poprzez szereg analiz sensorycznych dobierają odpowiedni smak. Wszystko to ma oczywiście znaczący wpływ na finansowe kalkulacje nowości.
Krok III: plan działań marketingowo-sprzedażowych
Okej, mamy zaprojektowany i stworzony produkt. Teraz, aby znacznie podnieść szansę na jego rynkowy sukces, musimy opracować szczegółowy plan działań marketingowych, trade marketingowych oraz sprzedażowych. Powinien to być spójny zestaw aktywności, które wesprą produkt w batalii z rynkowymi konkurentami.
W dzisiejszych czasach nabywca/konsument bombardowany jest tysiącami komunikatów – ważne jest więc to, by znaleźć się w jego polu uwagi. Jak dowiódł noblista Daniel Kahneman (Thinking fast and slow) i jak głoszą ekonomiści behawioralni, ok. 95% naszych decyzji zakupowych jest podejmowanych nieświadomie, dlatego tak istotne jest zapewnienie mentalnej dostępności naszych produktów.
Czym jest ta marketingowa nowomowa? Ano tym, że zgodnie z założeniami guru marketingowego – Byrona Sharpa – to właśnie marki, które mają zbiór czytelnych wyróżników (assetów) oraz prowadzą stale „odświeżaną” komunikację są bardziej zapamiętywane, a co za tym idzie – istnieje większe prawdopodobieństwo, że ich produkty trafią do koszyka zakupowego.
Powinniśmy więc dążyć do tego, by wsparcie marketingowe wprowadzenia produktu prowadzone było zgodnie ze strategią 360 stopni (oczywiście w zależności od budżetu, który posiadamy) – tj. w kanałach digitalowych, TV, OOH, za pomocą prasy handlowej, POSM czy ofert dedykowanych detalistom. Dobry insight i spójność komunikacji zawsze są w cenie.
Krok IV: strategia dystrybucyjna i… cena
Dystrybucja
Planowanie, planowanie i jeszcze raz strategia – tym razem dystrybucyjna. Wychodząc od naszych zasobów firmowych, czyli podstawowych informacji, takich jak: nasze możliwości logistyczne, moce produkcyjne, magazyny, a kończąc na liczbie przedstawicieli handlowych, możemy stwierdzić, jakie są nasze realne możliwości sprzedaży produktu.
W idealnym świecie adresowalibyśmy go do sklepów wszystkich formatów (np. supermarkety i sklepy małoformatowe) czy kanałów sprzedaży (np. kanał tradycyjny, e-commerce). Musimy jednak zejść na ziemię i zwrócić uwagę na bariery wejścia w dany segment, których – np. jako mały rynkowy gracz – nie będziemy w stanie przeskoczyć.
Ba, nawet jeśli nasza pozycja rynkowa oraz wielkość przedsiębiorstwa gwarantują nam możliwość szerokiej dystrybucji, to i tak powinniśmy przygotować ofertę dla poszczególnych formatów sklepów (pomocne mogą być również nowe technologie, które na dobre zagościły w FMCG, np. geolokalizacja*), przemyśleć przewidywaną rotację, a w końcu – przekonać decydentów z poszczególnych kanałów sprzedaży, że warto mieć nasz produkt na półce.
Na półce, ale w pożądanym przez nas miejscu! Tutaj z pomocą przychodzi category management oraz nasza rekomendacja planogramu, czyli właśnie ułożenia produktu na półce.
*Załóżmy, że na Osiedlu Złotym w Rzeszowie, obok sklepu znajduje się szkoła podstawowa, a nowo powstałe bloki zamieszkują przedstawiciele pokolenia „Henryków” (High Earners, Not Rich Yet)). Co warto byłoby zrobić? Wykorzystać tę wiedzę do zapewnienia odpowiedniego dla nich asortymentu – tak, by zarówno na półce, jak i na ekspozycji pojawiły się np. pistacje czy prażynki.
Nieco ok. 60% zakupów w kategorii słonych przekąsek robionych jest impulsowo (Badanie Kantar 2018), dlatego poszerzenie faceingu, więcej punktów styku na ścieżce zakupowej nabywcy, a często i konsumenta (rodzic albo dziecko) czy punktowa promocja cenowa wpłyną na wzrost rotacji produktów w tym sklepie.
Architektura cenowa
Niezwykle istotnym elementem przy wprowadzaniu produktu jest również określenie jego architektury cenowej. Jak to zrobić właściwie?
Po pierwsze: wychodzimy od rachunku zysków i strat (P&L) oraz informacji o tym, ile my, jako producent, zarabiamy na każdej sztuce naszego produktu – czyli jaką narzucimy marżę. Tak naprawdę to już w momencie myślenia o nowości powinniśmy znać jego pułap cenowy. Naszym nabywcą będzie osoba kupująca produkty premium? A może jednak ta wybierająca rozwiązania bardziej „ekonomiczne”?
Rekomendowana cena półkowa (RSP) czy cena promocyjna, która będzie widoczna na cenówce, to również elementy szerszej strategii i analizy wynikającej z sytuacji konkurencyjnej w kategorii produktowej, w jaką celujemy.
Olbrzymi wkład w sukces wprowadzenia ma dział sprzedaży – KAM-owie i PH. To oni rozpoczynają negocjacje z kupcami sieci handlowych czy właścicielami sklepów, starając się egzekwować strategiczne ustalenia. Wyposażeni w selling story (czyli argumenty sprzedażowe i uzasadnienie nowości – zarówno dla detalisty, jak i konsumenta), próbki produktowe oraz strategię cenową, rozpoczynają rozmowy. Ich efekt i skuteczność często zależą od aktualnej siły negocjacyjnej przedsiębiorstwa, atrakcyjności oferty czy proponowanego wsparcia.
Krok V: aktywacja!
Po zbudowaniu dystrybucji (dostępności fizycznej) ruszamy z szeregiem działań aktywacyjnych zgodnych z tym, co zaplanowaliśmy w naszym action planie. I to jest właśnie moment prawdy…
Produkt znajduje się na rynku, rozpoczęliśmy komunikację w różnych kanałach (jesteśmy obecni w digitalu, TV oraz na powierzchni sklepowej) i wszyscy zadajemy sobie pytanie: czy się przyjmie? Wszyscy wierzymy, że tak, jednak tutaj niezawodne okazują się skrupulatny monitoring action planu i gotowość do wprowadzania ewentualnych planów naprawczych.
Mamy to! – podsumowanie
Jak pokazują dane Nielsena, tylko ok. 20% nowości zostaje na rynku dłużej niż rok. Niemniej jednak każde wprowadzenie – skuteczne czy nieskuteczne – daje nam olbrzymią wiedzę i lekcję na przyszłość. Jak mawia klasyk: „analiza wsteczna zawsze skuteczna” – w Erze Big Data zawsze jest nad czym pracować i z czego wyciągać wnioski.
Na koniec chciałbym zostawić Was z bardzo ważną wskazówką: nawet idealnie zaprojektowany produkt to nie wszystko. Liczy się współpraca i wsparcie wszystkich wspomnianych na początku działów – od samego insightu, aż po egzekucję rynkową. Proces nie kończy się na sprzedaniu produktu detaliście i chwili pojawienia się go na półce. Jasne, nie ma co kryć – to jest bardzo ważne, ale nie możemy zapominać o jak najlepszym doświadczeniu pozakupowym konsumenta, wsparciu odsprzedażowym dla detalisty oraz cyklu życia produktu.












Absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej na kierunku Architecture for Society of Knowledge oraz Komunikacji Wizualnej na Politecnico di Milano. Specjalistka od budowania nastroju. Doświadczenie zdobywała w kraju i zagranicą podczas licznych warsztatów międzynarodowych (Sevilla, Lizbona, Florencja), stypendium na La Sapienza (Rzym) oraz pracując m.in. w Carmi e Ubertis i ADM Milano.






Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego oraz Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. W branży HoReCa od ponad 10 lat. Przez lata związany z Grupą Trip, Sobienie Królewskie Golf and Country Club oraz restauracją Florentin w Warszawe.






























Menedżer z wieloletnim doświadczeniem w branżach kosmetycznej, spożywczej, dziecięcej. W trakcie swojej kariery związany z firmami takimi jak: L’Oreal, Samsung, Danone-Nutricia, Unilever. W ciągu swojego życia zawodowego odpowiadał między innymi za rozwój sprzedaży i contentu eCommerce w Polsce i krajach Europy Środkowo-Wschodniej. 





Młodszy specjalista ds. komunikacji marketingowej i PR.


















