Restauratorzy traktują nazwy w karcie jak element sprzedaży i brandingu. Prawo żywnościowe patrzy na nie jednak jak na informację, która ma tworzyć u klienta prawdziwy obraz produktu. Najnowsza kontrola IJHARS pokazuje, że granica między dobrym copywritingiem a wprowadzaniem konsumenta w błąd przebiega znacznie bliżej, niż wielu przedsiębiorców zakłada.
Dnia 13 sierpnia 2026 r. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych opublikowała wyniki kontroli soków i lemoniad oferowanych w lokalach gastronomicznych. Nieprawidłowości stwierdzono w 21 z 47 skontrolowanych podmiotów, czyli w 44,7 proc. przypadków. Jeszcze bardziej zwraca uwagę struktura naruszeń: pod względem parametrów fizykochemicznych zakwestionowano 5,1 proc. partii, natomiast pod względem znakowania aż 46,4 proc.
To ważne rozróżnienie. Problemem nie był przede wszystkim sam produkt. W wielu przypadkach problemem było to, jak został nazwany, opisany albo przedstawiony klientowi. Inspekcja zakwestionowała m.in. nazwę „sok” dla produktów, które ze względu na skład sokami nie były, określenie „lemoniada” dla napojów sporządzanych na bazie wody i syropu smakowego, słowo „Premium” bez rzeczywistej cechy odróżniającej produkt oraz określenie „syrop mango” w wykazie składników, gdy chodziło w istocie o syrop o smaku mango – tłumaczy Dominik Ropela, prawnik i praktyk marketingu.
„Premium” nie jest zakazane. Trzeba jednak umieć je obronić
Podstawą jest art. 7 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1169/2011 w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności. Informacje na temat żywności nie mogą wprowadzać w błąd, w szczególności co do charakteru produktu, jego właściwości, składu, sposobu produkcji czy pochodzenia (art. 7 ust. 1 lit. a). Nie wolno też sugerować, że środek spożywczy ma szczególne właściwości, jeżeli w rzeczywistości wszystkie podobne środki spożywcze mają takie właściwości (art. 7 ust. 1 lit. c).
Ten drugi przepis jest kluczem do „premium”. Inspekcja zakwestionowała to określenie nie dlatego, że jest zakazane, ale dlatego, że produkt nie miał cech odróżniających go od standardowych produktów tej samej kategorii. Prawo nie zawiera tabeli kryteriów, po których spełnieniu napój automatycznie staje się „premium”. Jeżeli jednak przedsiębiorca używa takiego określenia, powinien potrafić wskazać, co je uzasadnia: szczególny skład, metodę przygotowania, jakość surowców albo inną rzeczywistą cechę produktu. – tłumaczy Dominik Ropela, prawnik i praktyk marketingu.
Warto dodać, że art. 7 ust. 4 rozporządzenia 1169/2011 rozciąga ten standard również na reklamę i prezentację żywności. Karta dań, tablica nad barem, opis w aplikacji do zamówień i post w mediach społecznościowych podlegają tym samym regułom. To samo dotyczy wielu słów, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe określenia marketingowe. Prawnie liczy się nie tylko to, czy dane słowo jest literalnie prawdziwe, ale również jakie wyobrażenie buduje u przeciętnego konsumenta.
„Domowy” i „świeży” tworzą konkretne oczekiwania
Dobrym przykładem jest określenie „domowy”. Buduje ono u klienta oczekiwania dotyczące receptury, sposobu przygotowania i charakteru produktu, a w praktyce orzeczniczej sądów administracyjnych na tle ustawy o jakości handlowej pojawiały się już sprawy, w których nazwy odwołujące się do domowego lub wiejskiego charakteru wyrobu uznano za wprowadzające w błąd, gdy produkt zawierał dodatki typowe dla produkcji przemysłowej.
W najnowszej kontroli IJHARS wykryła barwnik czerwień allura (E129) w produkcie oferowanym jako „lemoniada domowa”. Inspekcja zaliczyła ten przypadek do nieprawidłowości w zakresie parametrów fizykochemicznych, obok zawyżonej zawartości cukru w stosunku do dobrowolnie zadeklarowanej informacji o wartości odżywczej. Czerwień allura jest dopuszczonym do obrotu barwnikiem, czyli dodatkiem do żywności w rozumieniu rozporządzenia (WE) nr 1333/2008. Problemem nie było więc samo jej użycie, lecz zestawienie z komunikatem o domowym charakterze napoju. Rozdźwięk między językiem menu a rzeczywistym produktem powstaje łatwiej, niż się wydaje.
Podobnie jest ze słowami „świeży” i „świeżo wyciskany”. IJHARS wskazuje, że takie określenia powinny dotyczyć wyłącznie soków świeżo wyciśniętych lub bezpośrednio tłoczonych, niepoddanych żadnym procesom utrwalania żywności, na przykład pasteryzacji czy zamrożeniu. Jeżeli klient czyta „świeżo wyciskany”, a w rzeczywistości otrzymuje produkt z koncentratu albo z wcześniej utrwalonego półproduktu, problem nie dotyczy już estetyki opisu, tylko rzetelności informacji.
Jest tu jednak druga, łatwa do przeoczenia warstwa. Sama nazwa „sok świeżo wyciskany” została przez inspekcję zakwestionowana jako niewystarczająca, ponieważ nie wskazywała, z jakich owoców napój przygotowano. Nazwa musi identyfikować owoc – „sok świeżo wyciskany z pomarańczy”, a nie samo „freshly squeezed”.
„Sok” to nazwa zastrzeżona, a nie określenie opisowe
Przy „soku” mechanizm prawny jest inny niż przy „premium” i zasługuje na osobne omówienie. „Sok owocowy” nie jest swobodnym określeniem marketingowym podlegającym wyłącznie ocenie pod kątem wprowadzania w błąd. To nazwa zdefiniowana normatywnie. Soki owocowe to wyroby otrzymane z jadalnych części zdrowych, dojrzałych, świeżych, schłodzonych lub zamrożonych owoców jednego lub większej liczby gatunków, dopuszczalne jest mieszanie soku owocowego z przecierem owocowym. Podstawą jest dyrektywa Rady 2001/112/WE, wdrożona w Polsce rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie szczegółowych wymagań w zakresie jakości handlowej soków i nektarów owocowych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 998).
Napój przygotowany z brzoskwiń w syropie, pulpy owocowej albo syropu tej definicji nie spełnia – niezależnie od tego, jak dobrze smakuje i jak uczciwe były intencje kuchni. Rozróżnienie ma wymierne konsekwencje. Podanie w oznakowaniu nazwy niezgodnej z przepisami o jakości handlowej albo niezgodnej z prawdą mieści się w ustawowej definicji artykułu rolno-spożywczego zafałszowanego (art. 3 pkt 10 lit. b ustawy z 21 grudnia 2000 r. o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych). To najostrzejsza kategoria naruszenia w tym reżimie i najdroższa.
Nie każda „lemoniada” jest lemoniadą
Inaczej wygląda sytuacja z nazwą „lemoniada”. Przepisy nie zawierają odrębnej, legalnej definicji tego produktu. IJHARS traktuje ją jako nazwę zwyczajową w rozumieniu art. 2 ust. 2 lit. o rozporządzenia 1169/2011 (akceptowaną jako nazwa środka spożywczego bez potrzeby dalszego wyjaśniania), tradycyjnie odnoszącą się do orzeźwiającego napoju o kwaśnym smaku, sporządzanego z wody, cukru i soku z cytryny. Zgodnie z art. 17 tego rozporządzenia nazwa zwyczajowa może zastąpić nazwę przewidzianą w przepisach, ale nadal musi opisywać rzeczywisty produkt.
Jeżeli napój zachowuje wyraźnie wyczuwalną bazę cytrynową, ale zawiera dodatki wpływające na jego smak, powinno to znaleźć odzwierciedlenie w nazwie opisowej: „lemoniada z dodatkiem mięty”, „lemoniada z dodatkiem arbuza”, „lemoniada z dodatkiem syropu o smaku truskawkowym”. Jeżeli natomiast zasadniczy smak pochodzi z innych soków czy syropów, samo użycie słowa „lemoniada” zostanie zakwestionowane. Tu najlepiej widać różnicę między językiem sprzedaży a językiem prawa. Marketing dąży do skrótu. Prawo wymaga, żeby ten skrót nie zmieniał obrazu produktu – tłumaczy Dominik Ropela, prawnik i praktyk marketingu.
Menu nie może odsyłać klienta wyłącznie do kelnera
Drugi problem ujawniony przez kontrolę dotyczy informacji, których w menu po prostu brakowało. Warto w tym miejscu uporządkować podstawę prawną, bo bywa ona mylona.
Rozporządzenie 1169/2011 w odniesieniu do żywności nieopakowanej – a taką jest napój przygotowywany na życzenie klienta w lokalu wymaga obowiązkowo jedynie informacji o alergenach (art. 44 ust. 1 lit. a). Jednocześnie art. 44 ust. 2 pozwala państwom członkowskim rozszerzyć ten zakres przepisami krajowymi. Polska z tej możliwości skorzystała. Zgodnie z § 19 ust. 1 rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 23 grudnia 2014 r. w sprawie znakowania poszczególnych rodzajów środków spożywczych (Dz.U. z 2015 r. poz. 29 ze zm.) należy podać:
- nazwę środka spożywczego wskazaną w sposób określony w art. 17 rozporządzenia 1169/2011,
- nazwę albo imię i nazwisko producenta,
- wykaz składników zgodnie z art. 18–20 rozporządzenia 1169/2011, z uwzględnieniem informacji o alergenach, o których mowa w art. 21.
Wśród zakwestionowanych przypadków znalazły się zarówno brak nazwy albo imienia i nazwiska producenta, jak i niepodanie składników w kolejności malejącej według ich masy w momencie użycia.
Najbardziej kłopotliwy w praktyce jest jednak wymóg dotyczący składników złożonych. Jeżeli do lemoniady użyto syropu, nie wystarczy wpisać „syrop”, trzeba podać składniki, z których ten syrop wyprodukowano. Dla lokalu kupującego półprodukty od dostawców oznacza to konieczność zebrania i utrzymywania aktualnych specyfikacji surowcowych, a często także wyegzekwowania ich od dostawcy. Z tego samego obowiązku wynika zresztą zakwestionowanie nazwy „syrop mango” zamiast „syrop o smaku mango”: nazwa składnika w wykazie musi opisywać go zgodnie z prawdą, tak samo jak nazwa całego produktu – tłumaczy Dominik Ropela, prawnik i praktyk marketingu.
Informacje te powinny być dostępne przed zakupem i bez konieczności dopytywania obsługi – w menu, karcie produktu, na wywieszce albo w innym widocznym miejscu. W praktyce oznacza to, że model „proszę zapytać kelnera” nie rozwiązuje problemu. IJHARS wskazuje również, że kod QR może być źródłem dodatkowym, ale nie powinien być jedynymsposobem przekazywania obowiązkowych informacji.
To szczególnie istotne dziś, gdy lokale upraszczają papierowe karty i przenoszą pełne opisy do aplikacji albo na stronę internetową. Z perspektywy doświadczenia klienta jest to wygodne. Z perspektywy compliance trzeba jednak sprawdzić, czy obowiązkowa informacja nadal jest dostępna w sposób wymagany przez przepisy.
Co grozi za nieprawidłową kartę
Inspekcja podała, że wobec stwierdzonych nieprawidłowości zastosowano sankcje przewidziane przepisami prawa żywnościowego. Warto wiedzieć, o jakiej skali mowa.
Podstawowym narzędziem jest art. 40a ustawy o jakości handlowej artykułów rolno- spożywczych. Wprowadzenie do obrotu artykułów nieodpowiadających jakości handlowej, a taką kwalifikację ma m.in. niepełne lub nieprawidłowe oznakowanie zagrożone jest karą pieniężną do pięciokrotnej wartości korzyści majątkowej uzyskanej lub możliwej do uzyskania, nie niższą jednak niż 500 zł (art. 40a ust. 1 pkt 3). Surowiej traktowane jest wprowadzenie do obrotu artykułu zafałszowanego: kara może sięgnąć 10 proc. przychodu osiągniętego w roku rozliczeniowym poprzedzającym rok jej nałożenia, przy dolnym progu 1000 zł (art. 40a ust. 1 pkt 4).
Dla pojedynczej partii lemoniady kwoty bywają symboliczne. Rzeczywiste ryzyko leży gdzie indziej. Po pierwsze, wadliwe nazewnictwo rzadko dotyczy jednej pozycji, zwykle jest to problem systemowy, powielony w całej karcie i we wszystkich lokalach sieci. Po drugie, informacje zawarte w decyzjach dotyczących zafałszowania artykułów rolno-spożywczych podaje się do publicznej wiadomości. Dla marki gastronomicznej to koszt komunikacyjny, nie tylko finansowy – tłumaczy Dominik Ropela, prawnik i praktyk marketingu.
Równolegle działa drugi reżim odpowiedzialności. Wprowadzająca w błąd informacja o cechach produktu może zostać zakwalifikowana jako nieuczciwa praktyka rynkowa na gruncie ustawy z 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, co otwiera ekspozycję na postępowanie Prezesa UOKiK oraz roszczenia konsumenckie. Kontrola IJHARS jest więc tylko jednym z możliwych punktów wejścia.
Dobre menu powinno sprzedawać i dać się zweryfikować
Wnioskiem z kontroli nie powinno być usunięcie z menu wszystkich słów, które brzmią atrakcyjnie. Gastronomia nie musi rezygnować z języka sprzedaży. Musi natomiast połączyć go z kontrolą tego, czy za danym określeniem stoi rzeczywista cecha produktu. W praktyce warto więc przeglądać kartę nie tylko pod kątem atrakcyjności nazw i marży, ale także receptur, użytych półproduktów oraz realnego sposobu przygotowania. Szczególną uwagę warto zwrócić na określenia sugerujące świeżość, naturalność, wyjątkową jakość, domowy charakter albo obecność konkretnego składnika.



